Wszystkomający blog szydełkowy

sobota, 13 stycznia 2018

O powieściach historycznych słów kilka

14:42:00 3
O powieściach historycznych słów kilka
Są dwa gatunki literatury, które najbardziej mi pasują – historyczna i fantasy. O tej drugiej kiedyś już na blogu pisałam, a dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić swoimi refleksjami o powieściach historycznych.
Ale zanim o tym, musicie poznać moje kryterium doboru książek. Wiadomo, nie ocenia się ich po okładce. Ja to robię na podstawię ich objętości. Wychodzę z założenia, że przecież nikomu nie chciałoby się pisać opasłego tomiszcza, jeśli byłoby złe. Nie mówiąc już o wydaniu tego. No i właśnie fantasy i historyczne spełniają moje podstawowe kryterium, bo są grubaśne.
Ale jak z fantasy zazwyczaj udaje mi się trafić dobrze, tak powieści historyczne… no cóż mój związek z nimi jest bardzo burzliwy.



Bo jakby się tak im dokładniej przyjrzeć to praktycznie każda z nich, nieważne w jakich czasach dzieje się akcja, jest dosyć wtórna. Mają te same elementy, w zasadzie mogę się dokładnie spodziewać, co się będzie działo.
Co się tak często powtarza, że aż mnie wkurza?
Po pierwsze postać głównego bohatera. Praktycznie zawsze, gdy poznajemy główną postać, jest on lub ona mało znaczącą częścią społeczeństwa. Ma jakieś tam trudne dzieciństwo – bieda, brak rodziców, zła macocha. Ale nagle odkrywa w sobie jakiś talent, ewentualnie ktoś dostrzega w nim potencjał. Idzie do szkoły, chociaż jest ubogim dzieckiem i raczej by nie było go stać. I ostatecznie osiąga sukces zawodowy i życiowy, staje się kimś ważnym – doradza królom, staje się dowódca wojsk, itd. Rozumiem ogólnie ten zabieg, bo nie są to biografie, tworzy się wymyślone postacie, ale trzeba jakoś opisać tło historyczne. A nie oszukujmy się, zwykły chłop, czy mieszczanin raczej nie będzie miał ani wpływu, ani dokładnych informacji na temat wielkiej polityki. Ale można to zrobić mniej nachalnie, niż metodą deus ex machina – był nikim, jest kimś… Przy czym chciałam zauważyć, że ten zarzut tyczy się głównie powieści opowiadających o czasach do XIX wieku. Wraz z rewolucją przemysłową dostęp do informacji stał się większy, a kolejny wiek i okres wojen pozwala zrobić bohatera z szeregowego żołnierza.
Druga rzecz drażni mnie zdecydowanie bardziej. Zawsze, ale zawsze musi być gwałt. W różnej wersji – pojedynczy, zbiorowy, na dziecku, na dorosłej, przypadkowy, albo taki, który ma upodlić ofiarę. Czasami mam wrażenie, że autorzy w pewnym momencie dochodzą do ściany z fabułą i stwierdzają: „hmm… nie bardzo mi idzie to pisanie… trzeba zrobić coś, żeby fabuła poszła do przodu. Potrzebuję, jakiegoś zwrotu akcji na gwałt... Gwałt! Gwałt jest rozwiązaniem na wszystko!”. No i faktycznie, to rozwiązanie powoduje jakiś tam zwrot w akcji. A jak z tego jeszcze będzie dziecko! O, to już intryga kręci się sama…
Po trzecie, to jest chyba grzech śmiertelny, na szczęście nie tak częsty (albo ja trafiam na dobre książki). Czyli brak zgodności akcji powieści z prawdą historyczną. Większość autorów, tych cenionych, jak Ken Follet, robi bardzo obszerną kwerendę i rażących błędów u niego nigdy nie znalazłam. Ale zdarzają się i czarne owce w tym stadzie…
Ale pomimo tych różnych wad, lubię sięgać od czasu do czasu po taką literaturę by przenieść się w czasie. Poczuć klimat lat dawno minionych…

Jeśli macie do polecenia jakieś dobre powieści historyczne, to z chęcią je poznam. Może będzie jakaś bez gwałtów...

wtorek, 9 stycznia 2018

Chodzi lisek koło drogi...

18:50:00 2
Chodzi lisek koło drogi...
... nie ma ręki ani nogi!
Znacie tę zabawę? Zawsze się zastanawiałam, jak ten lisek chodził, jak nie miał nogi... chyba się toczył... Inna sprawa, że jak się okazuje, jest kilka wersji tej rymowanki, początek jest wszędzie ten sam (czyli lisek się gdzieś toczy, bo nie ma ręki ani nogi), ale później, to już się dzieją cuda niewidy. Moja wersja brzmi: "kogo Lisek przyodzieje, ten się nawet nie spodzieje". Dla przedszkolaka tyle dziwnych słów w jednej rymowance nie stanowiło problemu. Liczył się rytm przecież, nie ważne, co te słowa znaczyły^^.
Ale ja nie o grach dziecięcych, tylko o liskach. Okazuje się, że dzieci lisy lubią. Nieważne, że dla dorosłych skojarzenia z lisami są takie dosyć negatywne najczęściej - że chytry, cwany, fałszywy (bo rudy). Dzieci uprzedzeń nie mają.


I właśnie Emilka, moja siostrzenica, zapałała w ostatnim czasie wielką miłością do lisów. Oczywiście, w wypadku trzylatki taka miłość potrwa raczej krócej, niż dłużej... Ale trzeba kuć żelazo, póki gorące. I dlatego, jeszcze na święta, jako wkład do kalendarza adwentowego, powstała bombka - lis. Bez ręki i nogi. W sam raz do toczenia ;) uważam, że w swej prostocie to genialna ozdoba choinkowa - nie stłucze się - w środku jest styropianowa forma, jest kolorowa, w sam raz na choinkę dla dziecka. No i daje wiele możliwości kombinowania. Bo tak samo można zrobić pieska, misia, królika, szynszylę... I może, kiedyś (nie napiszę, że na kolejne święta, bo ciężko mi w to uwierzyć, że się uda) zrobię całą kolekcję?
Bombka to jedno, ale pewnym zbiegiem okoliczności, okazało się, że w tym samym czasie o czapkę dla noworodka poprosiła mnie koleżanka. I miała to być... lisia czapka oczywiście.


Bezpieczny wybór, jak nie wiadomo jeszcze, co się może urodzić ;) Przegrzebałam Pinteresta, pooglądałam różne wersje czapek i z różnych wersji wyszła moja. Uwielbiam robić rzeczy dla noworodków. Nie wiadomo, kiedy się skończyło :D  Inna sprawa, że człowiek się nie zorientuje, a dziecko już wyrosło... W każdym razie powstała taka o to lisia czapka:

czwartek, 4 stycznia 2018

Jedno małe słowo 2018 - WDZIĘCZNOŚĆ

18:03:00 6
Jedno małe słowo 2018 - WDZIĘCZNOŚĆ
Od ponad roku podczytuję bloga Kasi z worqhop.pl. I swego czasu wpadłam u niej na One little Word, czyli nowy rodzaj postanowienia noworocznego.
Całą zabawę wymyśliła Ali Edwards. Chodzi o wybranie jednego słowa, które stanie się swego rodzaju mottem na cały rok. Aby lepiej się z nim identyfikować i nie zapomnieć warto mieć je zawsze gdzieś zapisane i na widoku. Ja swoje zapiszę plannerze.
Długo się zastanawiałam, które słowo wybrać. I czy po polsku, czy po angielsku. W końcu padło po prostu na Wdzięczność.

Dlaczego?
Uważam, że za mało czasu poświęcam na te chwile doceniania, tego co mam i co mnie spotyka. Na zauważenie, że nawet z tych nie najlepszych rzeczy może wyjść coś dobrego.
Dodatkowo nie chcę tylko tę wdzięczność odczuwać, ale też ją okazywać. Chcę być wdzięczna za moich znajomych i rodzinę i im to okazać chociażby przez częstsze spotkania. Chcę się odwdzięczyć mojemu organizmowi dbając o siebie. Mam nadzieję, że dzięki temu będę w stanie się chociaż na chwilę zatrzymać w ciągu dnia.

Już zaczęłam doceniać te spokojne chwile, dzięki wyzwaniu Styczeń wdzięczności u Agnieszki.
A na jakie słowo Wy byście się zdecydowały?
Wierzę, że to będzie bardzo dobry rok, czego sobie i Wam życzę!

środa, 3 stycznia 2018

Plany, cele, postanowienia i inne ciekawostki na 2018

20:25:00 5
Plany, cele, postanowienia i inne ciekawostki na 2018
Wczoraj podsumowałam mijający 2017, czas na nowe.
A pomysłów mam całą masę, poczynając od różnego rodzaju bzdurek, a kończąc na poważniejszych sprawach. Całość postanowiłam podzielić na różne bloki tematyczne.
Ciekawi, co wymyśliłam? To zaczynamy!
Kolejność przypadkowa, proszę się nie doszukiwać sensu i logiki^^.


URODA

Więcej kobiecości. A co za tym idzie:
    • szminka. Tu już jest pewien postęp, bo jak wyjdę z domu, to przypominam sobie, że miałam pomalować usta...
    • paznokcie. Zadbać, żeby zawsze były pomalowane (ewentualnie odpuścić im na weekend) i dobrze odżywione.
    • obcasy! Jestem konusem i żeby jakoś zachować proporcje sylwetki to powinnam jednak sobie te parę centymetrów dodawać.
    • ciało. Od grudnia ćwiczę pod okiem trenerki. I tu już nie chodzi o sam wygląd (chociaż skłamałabym, gdybym napisała, że nie chcę mieć fajnego tyłka...), ale też o czas. Czas, który mija i wiem, że jeśli się teraz nie ogarnę "na zapas", to później będzie tylko problem. Dlatego też będą trzy treningi w tygodniu na siłowni plus dodatkowa aktywność najpierw w domu, a jak się zrobi cieplej to rower i rolki.
Czas się zacząć balsamować. W sensie używać balsamu do ciała, a nie tylko go kupować, bo ładnie pachnie.

TOWARZYSTWO

Tak jak wczoraj pisałam, zaniedbałam swoich znajomych w 2017. Dlatego plan na 2018 jest, żeby przynajmniej raz w miesiącu spotkać się z koleżankami ;) 
Dodatkowo zatęskniłam do tradycyjnej formy kontaktu międzyludzkiego, czyli do listów. Część rodziny mam na drugim końcu Polski, znajomi też się porozjeżdżali po kraju... Jest więc do kogo pisać.

BLOG


Tutaj chyba będzie najwięcej zmian. Jak co roku(^^) chcę pisać więcej. Ale, nie oszukujmy się, musiałabym rzucić etat i przestać spać, żeby produkować wystarczająco dużo rzeczy, które mogłabym pokazywać na blogu. Stąd zmiana profilu, dalej będzie o robótkach, dalej będą włóczki i szydełko, ale pojawi się więcej lifestylu i różnych dziwnych, mniej lub bardziej śmiesznych rzeczy. Ambitny plan zakłada nawet, że w lutym będę publikować posty codziennie (oprócz weekendów). Na razie jestem nastawiona pozytywnie.
Pojawią się zapewne nowe serie wpisów na blogu, wrócą stare ("Zainspiruj się"). Mam nadzieję, że uda mi się wrzucać przynajmniej te dwa posty tygodniowo.
Dodatkowo chcę więcej się udzielać w mediach społecznościowych. Polubiłam Instagram, bo nie wymaga za wiele. Sama nie mam warunków, żeby robić takie ładne stylizowane zdjęcia, więc w większości są to jakieś tam kulisy mojego dnia. Na pewno będę tam się częściej pojawiać. I chciałabym też częściej się do Was odzywać na Instastories (ale się wstydzę swojego chłopaka^^ w sensie, że co sobie pomyśli^^).

ORGANIZACJA


Wszystkie problemy, które pojawiły się w zeszłym roku z blogiem i postami miały jedno źródło - brak organizacji. Brak określonych terminów i pilnowania ich. W tym roku powracam do planowania! Ale takiego mądrego, bez wrzucania tryliarda rzeczy w planer, żeby było widać, jaka jestem zajęta. I bez poczucia winy, jeśli coś zostanie przesunięte na kolejny termin. 
Miałam już przygodę z bujo, ale po początkowym zachwycie, okazało się, że taka forma plannera nie jest dla mnie. Za dużo czasu zajmowało mi rysowanie tabelek i wymyślanie "co mi jeszcze się przyda"... Teraz czekam na gotowca od Aliny z Design Your Life.
O tym, że potrzebuję sobie spisywać różne rzeczy, najlepiej świadczy ten wpis. Zamiast usiąść wcześniej i spisać sobie na kartce, co chcę napisać, lecę na żywioł i zastanawiam się, co to ja jeszcze miałam napisać...

SZYDEŁKOWANIE

Kolejny punkt, ale z pewnością nie najmniej ważny. Planów szczególnych w zasadzie nie mam... Oprócz tradycyjnego wyrabiania zapasów (tja... właśnie idzie do mnie paczka z włóczkami...). Z rzeczy, które z pewnością będę dziergać czekają na mnie trzy kocyki dla siostrzeńców. Żeby tradycji stało się zadość. Na jeden już kupiłam wzór, dwa pozostałe to na razie luźne koncepcje (ale mam na nie czas do maja, więc się nie stresuję). A nie, jednak cztery kocyki. Bo siostrze obiecałam kocyk - syrenkę. 
Przydałoby się również skończyć chociaż jednego UFOka, bo trochę żal, że tak mi zalegają...
Marzy mi się również, żeby móc codziennie mieć na sobie coś szydełkowego. O ile w zimie i na jesień nie jest to trudne, to nie bardzo to widzę w lecie^^ Jakieś pomysły? :D


RÓŻNE RÓŻNOŚCI

A teraz parę rzeczy, które nie pasowały mi do innych bloków tematycznych. 
Więcej jazdy na rowerze! Co nie będzie szczególnie trudne, bo w 2017 jeździłam w zasadzie tylko do pracy... Mam nadzieję, że 2018 będzie pod tym względem dużo lepszy.
Doskonalenie jazdy na rolkach. Na razie mój styl jest rozpaczliwy, ciągle walczę jeszcze z atakami paniki. Ale liczę, że do września już się ogarnę.
Więcej zdjęć! Tak jak wczoraj pisałam, brak postów to głównie wina braku zdjęć. Marzy mi się również lepszy aparat, ale skoro nie robię zdjęć, to po co? Chcę więc przez trzy miesiące robić codziennie zdjęcia (przynajmniej jedno), żeby wyrobić w sobie nawyk. Przy okazji będę pewnie dokumentować swoje inne postanowienia - malowanie paznokci, czy ust.

Jutro pojawi się ostatni post związany w wejściem w Nowy Rok. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć tego dość^^.
Jakieś postanowienia porobiliście? Czy raczej nie macie potrzeby zaczynania niczego od 1 stycznia?

P.S. Zdjęcia pochodzą Agneiszki Werechy z #fotodokwadratu. 

wtorek, 2 stycznia 2018

Żegnaj, 2017!

18:12:00 2
Żegnaj, 2017!
Witajcie w Nowym Roku! Wszystkiego najlepszego w 2018!


Wiadomo, czas na jakieś plany i marzenia na najbliższe 365 dni. Ale zanim zabiorę się do przedstawienia Wam swoich pomysłów na nadchodzący rok, zgodnie z radą Aliny z bloga Design YourLife, muszę podsumować ten, który minął.



Zacznijmy od

SUKCESÓW



  1. Zmieniłam pracę! W końcu wróciłam do zawodu, zaczęłam wracać do domu z energią i znów chce mi się działać. W końcu zaczęłam być doceniana za to, co robię. To najważniejsza zmiana, chociaż nie jest ona bezpośrednio związana ani z szydełkowaniem, ani z blogowaniem. Ale musiałam się w końcu pochwalić!
  2. Założyłam firmę. Tak, dalej pracuję, ale mam możliwość legalnego sprzedawania swoich prac. Więc jeśli ktoś jest chętny, to służę ;) Ale tak naprawdę działalność założyłam z innego powodu. Od kwietnia jestem oficjalnie przewodnikiem po Wrocławiu. Skończyłam kurs, zdałam egzaminy. To mój kolejny sukces. Sama się też nie spodziewałam się, jak wiele frajdy może mi dawać oprowadzanie wycieczek po moim mieście. Chociaż mogłam się domyślić, bo bardzo lubię się chwalić wiedzą...
  3. Teraz coś stricte związanego z blogiem, akcja "Dziergam, nie kradnę". Dzięki niej poznałam wiele wspaniałych dziewczyn i mam nadzieję, że chociaż część osób, która czytała wywiady zastanowiła się nad słusznością brania i dzielenia się płatnymi wzorami.
  4. Naprawdę dużo dziergałam i to sporych projektów. Widziałam, że na innych blogach dziewczyny umieściły dokładne statystyki, ile czego wydziergały. Żałuję, że sama nie prowadziłam takiej listy...
  5. Zaprzyjaźniłam się z instagramem i instatories.


Są sukcesy, to musza być również...

PORAŻKI



  1. Mało zdjęć. Zrobiłam w tym roku naprawdę dużo różnych projektów. Byłam w kilku fajnych miejscach. Ale nie zrobiłam zdjęć, więc nie miałam jak ich pokazać.
  2. Zabicie serii "Zainspiruj się". Sądząc po odsłonach wzbudzała spore zainteresowanie i szkoda, że jednak nie pociągnęłam tematu. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby serię reanimować, prawda?
  3. Nieregularne posty. Już sama nie wiem, ile razy obiecywałam sobie, że będę systematycznie publikować posty. Ba, jest kilka, które są napisane i czekają na publikację. Dlaczego zatem nic się nie dzieje? Patrz punkt pierwszy porażek. Brak zdjęć. Do wpisów, gdzie się chwalę swoją robótką nie mogę skorzystać po prostu z darmowego baku zdjęć...
  4. Nie podołałam własnemu wyzwaniu "Pleciemy wianki". No serio, to taka porażka po całości...
  5. Ale jeszcze gorsza jest kolejna. Zaniedbałam tez trochę relacji z innymi ludźmi.
Więcej grzechów nie pamiętam...
Plan naprawczy jest już przygotowany, pojawi się już jutro!
Trzymajcie kciuki, żeby wszystko ładnie się udało!

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Podsumowanie - Listopad

17:14:00 1
Podsumowanie - Listopad
To był pracowity miesiąc. Naprawdę udało mi się dużo szydełkować! I jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Chociaż cały czas wydaje mi się, że można by robić więcej i szybciej. Ale nie oszukujmy się... Oprócz pracy zarobkowej, dochodzą jeszcze obowiązki domowe, a czasem wypada też się trochę posocjalizować.
Co się zatem udziergało?

Po pierwsze komplet dla Maksymiliana do chrztu - sweterek i czapka-owieczka. Więcej o obu już wkrótce na blogu.
Po drugie, udało mi się zakończyć morski kocyk w części głównej. Zostały zwierzątka, ale prace musiały zostać wstrzymane na czas dziergania dla Maksa.
Zaczęłam wyzwanie wiankowe, więc wianek się dzierga.

Powstały tez drobiazgi do kalendarza adwentowego dla siostry. Takie pierwsze świąteczne prace. Chociaż nie wiem czy nie okaże się, że ostatnie...
Saffron shawl dalej się dzierga... bardzo powoli...

Pochowałam nitki w zaległym kocyku! Brawo ja! To chyba mój największy sukces :D
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o dzierganie...
Czytam ostatni tom trylogii Magów Prochowych. Serdecznie polecam każdemu fanowi fantasy, bardzo oryginalne uniwersum i bohaterowie, o których trudno jednoznacznie powiedzieć, że są dobrzy bądź źli.
Co się nie udało? Ostatecznie nie byłam na planszówkach... Bo się spotkaliśmy ze znajomymi Nie-Męża^^ Więc w sumie wyszłam do ludzi, więc się chyba liczy? :D

Ulubieńcem miesiąca i jednocześnie odkryciem zostaje Rozetti First Class. Mięciutka mieszanka wełny z merynosa z akrylem, z której powstała czapka dla Maksa. Bardzo przyjemna w dotyku, super do dziergania. Pewnie będę jeszcze do niej wracać.

A jak Wam minął listopad? Plany zrealizowane?