#DKN 14 - wywiad z Lala Nova Design


Jeszcze parę miesięcy temu moje wyobrażenie o polskich projektantkach dzianin ograniczało się do dziewczyn robiących na drutach. Sami mieliście się okazję przekonać już, jakie to zdolne bestie.
Ale byłam w błędzie... Jest tyle zdolnych kobietek robiących na szydełku, które nie ograniczają się tylko do odtwarzania wzorów. Jest pełno takich, które nie dość, że tworzą piękne rzeczy z głowy, ale jeszcze swoje wzory udostępniają innym! Kolejną bohaterką cyklu "Dziergam - nie kradnę" jest Lala Nova, czyli Gosia Koszewnik. Dziewczyna o zdolnych rękach i złotych rękach. Nie dość, że tworzy cuda, to jeszcze razem z Anią, Anitą, Asią, Magdą i Marią aktywnie tworzy Kramik Anielskiej Pomocy, który obecnie w ramach licytacji różnych cudeniek, zbiera środki na wsparcie Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego w Lęborku. A Gdyby tego było mało, Gosia napiała specjalny wzór aniołka, dzięki któremu powstają małe cuda na aukcje.
Oprócz stworzenia i wspierania Kramiku, Gosia dzierga ośmiorniczki dla wcześniaków w Anglii, gdzie obecnie mieszka. 
Dodatkowo dba o jakość prac wykonywanych według jej wzorów wydając cerytifkat "Lalka z sercem", dla rękodzielników, których prace wykazują się nie tylko szczególną starannością, ale przede wszystkim sercem włożonym w ich wykonanie. 
A co jeśli ktoś miałby jakikolwiek problem ze wzorem od Lali? Nic prostszego - jest specjalna grupa na Facebooku: We love Lala Design, gdzie można dzielić się swoimi problemami z wykonaniem, a przede wszystkim chwalić swoimi wzorami od Gosi.
Koniecznie zajrzyjcie na jej fanpage i do sklepu na Etsy! A żeby jeszcze bardziej skusić, to na zachętę powiem, że wzory są również po polsku :)
Zapraszam serdecznie na wywiad!



Wszystkie zdjęcia we wpisie są własnością Małgorzaty Koszewnik.  

1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło? 
Dziergam od dziecka, nauczyłam się pierwszych słupków mając 7 lat. Pamiętam, że zakochałam się w koronkach szydełkowych mojej babci. Godzinami przeglądałam babciny ogromy zielony kufer, w którym babcia miała pościel, obrusy, serwetki, ściereczki, chusteczki i wszystko było pięknie, zdobione szydełkowymi koronkami i haftem. Widziałam jak moje babcia i mama dziergają i też tak chciałam. Wiele lat dziergałam w ukryciu, ponieważ szydełkowanie nie było modne i „cool”. Jako nastolatka nie chciałam być wyśmiewana i wszystkie moje prace szły „do pudełka”, a wówczas wszystkim się wydawało, że na szydełku można zrobić wyłącznie brzydkie skarpety i czapki. Cieszę się, że dziś dzierganie jest modne i każdy może się tego nauczyć, jeśli tylko chce. Cieszę się, że mogłam wyjść z cienia i pokazać światu, że ja to umiem i kocham. Cieszę się, że coraz bardziej ludzie doceniają ręcznie robione przedmioty, bo one są piękne i wieczne – nie to co fabryczna tandeta. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy, doskonalić swoje umiejętności i tak w poszukiwaniu nowych wyzwań 4 lata temu trafiłam do japońskiego „raju” z amigurumi – oczywiście w internecie. Oczu nie mogłam oderwać i zaczęłam poszukiwania filmików, kursów jak to się robi, trafiłam na fb do grup o tej tematyce i wsiąkłam, uzależniłam się od tego całkowicie. 

2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory? 
Właściwie to nigdy nie bawiło mnie odtwarzanie wzorów. Początkowo robiłam zupełnie „z głowy” , ale te pierwsze dzieła mnie nie do końca zadowalały. Wiadomo, uczyłam się. Na początku nawet nie wiedziałam jak czytać opisy, wyglądały jak jakiś nieludzki szyfr, szczególnie te obcojęzyczne. Postanowiłam skorzystać gotowych schematów (trzech), żeby po prostu się nauczyć. Owszem, wykonane z tych wzorów maskotki były piękne, ale jakieś takie „nie moje”. Jak już się nauczyłam jak się czyta i pisze wzór, zaczęłam zapisywać to co sama robiłam. 

3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać? 
Pierwszy swój wzór na malutką laleczkę robioną z kordonka udostępniłam na grupie o tematyce amigurumi na fb. Powiem, że miałam ogromna satysfakcję kiedy ktoś wrzucił zdjęcie laleczki z mojego wzoru , a niezwykle dopingujące do dalszej pracy były miłe komentarze. Ale te moje pierwsze „ami” i wzory były niezbyt doskonałe i sama widziałam, że jeszcze wiele nauki przede mną. Ćwiczyłam, poszukiwałam nowych „sztuczek” i tak powstał projekt oraz wzór na mojego Misia Tulisia. Kiedy wstawiłam zdjęcie misia na grupie posypały się same miłe komentarze i między innymi padło pytanie „kiedy będzie można kupić wzór?” i to już było dla mnie wielkim zaskoczeniem i wielka dumą, że ktoś chce zapłacić za moją pracę. Zastanawiałam się długo czy zacząć sprzedawać wzory, szukałam informacji jak to wygląda pod względem formalnym, jakie są ceny, koszty itp. Policzyłam sobie, że nie ma z tego „kokosów”, ale moje hobby jednak sporo kosztuje i pomyślałam, że czemu nie spróbować to przynajmniej zwróci mi się za materiały. I tak zaczęłam sprzedawać.

4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Powiem szczerze, że nie poszukuję specjalnie nowych pomysłów, one jakoś mi same przychodzą do głowy w najmniej oczekiwanych momentach. Pomysł potrafi mi wpaść do głowy podczas rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi, nawet takich nie związanych zupełnie z moim hobby rzeczach. Rozmowa o kolorach, kształtach, pięknych widokach, rzeczach , wrażeniach, o dzieciach, zakupach i takich innych codziennych sprawach wystarczy, by mi w głowie zaświtał jakiś nowy pomysł. Czasami myśl przychodzi mi w trakcie tworzenia bieżącego projektu. Zdarza mi się też zainspirować zdjęciami w internecie (nie koniecznie szydełkowymi). Nieraz wystarczy, że zajdę do pasmanterii i zachwycę się jakąś włóczką, koronką czy guziczkiem i już widzę co chcę zrobić. I tak właśnie napływają mi pomysły, czasami nawet kilka naraz i nie wiem od którego zacząć :D

 5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Kiedy mam już wizję tego co chciałabym zrobić staram się sobie ją naszkicować lub nawet tylko niektóre jej elementy, tak aby było łatwiej przenieść to w rzeczywisty wymiar 3D. Dobieram materiały, dodatki i biorę się za szydełkowanie, podczas którego zapisuję każdy przerobiony rząd. Pierwowzór zapisuję ręcznie w zeszycie lub na różnych karteczkach. Jeśli coś pójdzie nie tak , trzeba część pracy spruć i zacząć od nowa, pamiętając o zmianie zapisu – czasami nawet wielokrotnie. W tym samym czasie trzeba cały czas liczyć i zastanawiając się ile rzędów, ile oczek, gdzie dodać, gdzie odjąć, gdzie skręcić, gdzie zakończyć. Po utworzeniu bazy przychodzi czas na najprzyjemniejszy dla mnie etap, czyli nadanie charakteru – opracowanie szczegółów, dodatków, które nadadzą pracy ostateczny wygląd. W tak zwanym międzyczasie trzeba zrobić jeszcze setki zdjęć, z każdego etapu tworzenia. Zdjęcia trzeba wybrać, odpowiednio opracować graficznie. Później wszystko nanieść na wzór do dokumentu, dodać opisy i wyjaśnienia. Nie potrafię jednoznacznie określić czasu, bo to zależy od wielu czynników. Ja czasami zostawiam na dzień czy dwa pracę nad projektem gdy nie mogę znaleźć jakiegoś rozwiązania, które by mnie zadowoliło. I olśnienie potrafi przyjść w najmniej oczekiwanym momencie, w autobusie, w kolejce do lekarza czy w sklepie. Wtedy muszę tę genialną sekwencję oczek gdzieś zapisać, żeby nie wypadła mi z głowy zanim wrócę. Ludzie czasem patrzą na mnie jak na wariatkę, widząc jak zapisuje w pośpiechu na ręku lub chusteczce do nosa jakieś dziwne znaczki ….. Nie potrafię określić konkretnie czasu powstawania wzoru, ale jest to wiele godzin i dni spędzonych nad robótką, kartkami i komputerem. 

6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie? 
Na początku sama sprawdzałam swoje wzory, ale zajmowało mi to wiele czasu i nie zawsze było efektywne, ponieważ własne błędy jest najtrudniej zauważyć. Pisząc wzory dla innych trzeba wziąć pod uwagę jak sformułowane są opisy, tak aby każdy niezależnie od stopnia zaawansowania mógł je dobrze rozumieć. Dlatego też teraz mam dwie osoby testujące z różnym doświadczeniem. Jestem bardzo zadowolona tym bardziej, że dziewczyny są jednocześnie fankami moich projektów. Jeśli chodzi o czas to nie ma wyznaczonych sztywnych terminów, dziewczyny testują wtedy kiedy maja na to czas i ochotę, ale mam o tyle komfortową sytuację, że one jako fanki moich projektów od razu się za to zabierają i zrobienie wzoru przez obie nie trwa zazwyczaj dłużej niż 2 tygodnie. 

7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu? 
Przygotowanie wzoru do publikacji jest dość żmudnym, czasochłonnym zajęciem i przyznam, że chyba jest to etap, który lubię najmniej. Trzeba to zrobić dobrze, wybrać odpowiednie zdjęcia z setek zrobionych w trakcie pracy. Przepisać tekst, uzupełnić o notatki, wyjaśnienia. Nie umiem konkretnie powiedzieć, ale generalnie zajmuje mi to większą część całego czasu poświęconego na tworzenie wzoru, jakieś 60-70% w zależności od stopnia skomplikowania danej pracy. 

8. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie? 
Nie potrafię ocenić, ponieważ nie korzystam z raverly, korzystam natomiast ze strony etsy.com – tam nie spotkałam się z nieodpowiednimi cenami wzorów, ale też specjalnie teraz tego nie śledzę. 

9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
To bardzo trudne pytanie, bo wywołuje we mnie wiele emocji. Ja widzę problem w tym, że ludzie nie są świadomi nawet tego, że sami sobie „psują rynek”. Bo niech każdy zada sobie pytanie: Dlaczego ja kupuje ten czy ten wzór? Zdawałoby się, że odpowiedź jest prosta: Chcę mieć wyjątkowy przedmiot, samodzielnie wykonany. Nie jest ważne w tym momencie, czy ktoś chce go sprzedać czy podarować czy zrobić dla siebie, bo w momencie wpuszczenia wzoru w nielegalny obieg wychodzi on w tam w wielu tysiącach egzemplarzy – czyli przestał być wyjątkowy, każdy go ma lub może mieć. Więc pytanie: Jaki to miało sens? Stracone pieniądze i stracone prawo do posiadania wyjątkowej oryginalnej rzeczy, wychowaliśmy za własne pieniądze setki, tysiące konkurentek, które teraz mając wzór za darmo zrobi na sprzedaż maskotkę taniej niż my. Wkrótce rynek rękodzielniczy zalewa cała masa takich samych maskotek i można je kupić jak w jakiejś sieciówce. Jeśli ktoś za własne pieniądze i na własne życzenie pozbywa się wszelkich korzyści na rzecz innych anonimowych ludzi to jedyne co się ciśnie na usta… (niech każdy sobie dopowie). I właśnie najdziwniejsze jest to, że te osoby nie widzą zupełnie własnej straty, nawet jeśli nie myślą o tym, że to jest po prostu kradzież i postępowanie niezgodne z prawem. I tu pojawia się ta druga strona, która ma straty – autor, który pracuje nad projektem wiele godzin, dni i tak naprawdę nie jest w stanie zarobić na materiały do kolejnych projektów. A wiem to z praktyki, bo gdy wystawiam zapowiedź wzoru, to pod postem pojawia się kilkadziesiąt komentarzy, z pytaniami kiedy będzie można kupić wzór…. No cóż, po wystawieniu wzoru w sklepie sprzedają się dwa, trzy egzemplarze…… i wnioski nasuwają się same. 

Najbardziej boli mnie to, że to Polki Polkom takie rzeczy robią, koleżanki z grupy, wiedząc doskonale ile się o tym mówi, a jeszcze potrafią pisać mi, że podziwiają moja pracę bo same nigdy by wzoru nie umiały napisać, a następnie kradną kolejny wzór (może nie mój, ale inny autor też się napracował nad jego stworzeniem). Boli mnie taki całkowity brak świadomości i szacunku do czyjejś pracy. Jeśli spotykam post na fb, w którym ewidentnie widać, że ktoś nielegalnie rozpowszechnia piracki wzór – zwracam uwagę, zgłaszam post, reaguję…. Ale ręce mi opadają jak na mój komentarz, ze jest to płatny wzór i nie powinien być tu rozpowszechniany – wylewa się natychmiast na mnie fala obelg i epitetów, tak jakbym to ja zrobiła coś złego i niezgodnego z prawem, a nie osoby które kradną wzory i je rozpowszechniają. Jeśli będę chciała się podzielić wzorem, to się podzielę, ale nikt nie ma prawa robić tego za mnie bo to moja własność. Bardzo drażnią mnie teksty bardzo często pojawiające się na fb, typu „podziel się wzorem”, „użycz wzoru” czy inne tym podobne. Własność intelektualna jest dokładnie taka samą własnością jak materialna. Obie własności maja jednakową wagę, to może zacznijcie „użyczać” samochód czy mieszkanie sąsiada – co za różnica, wystarczy poprosić sąsiada o kluczyki. .. Podsumowując, jest to zjawisko tak ogromne, nie do opanowania i rozlane na cały świat, że autorzy wzorów nie są w stanie z tym walczyć, ani tego opanować. Wielu z pewnością, tak jak i ja, wielokrotnie zastanawiało się nad sensem tej pracy. Szkoda naszego czasu, zaangażowania, serca wkładanego w każdy projekt. Moje projekty są wyjątkowe i chcę, żeby takie zostały. Niestety walka z piractwem jest trudna, jak walenie głową w mur, a niewiele osób przyjmuje argumenty do wiadomości. 


Serdecznie dziękuję Gosi, za podzielenie się swoimi przemyśleniami.
Przyznajcie sami... cudowne są te lale ;)

DKN #13 - wywiad z Pauliną Foryś

Dzisiaj zapraszam Was na wywiad z Pauliną Foryś. To kolejna osoba, którą poznałam dzięki akcji "Dziergam - nie kradnę". 
Paulina to dosyć specyficzny przypadek, bo nie korzysta ze wzorów, sama je tworzy, ale nie udostępnia. A tworzy piękne rzeczy! Jej szydełkowe interpretacje postaci ze świata popkultury wywołują u mnie szeroki uśmiech i myśl: ja też tak chcę!
I żeby tego wszystkiego było mało, Paulina dzierga od 2,5 lat! Taka zdolna bestia!

Wszystkie zdjęcia umieszczone we wpisie są własnością Pauliny Foryś i bez jej zgody nie można ich rozpowszechniać.

Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?

Zabawę z szydełkowaniem zaczęłam jakieś 2,5 roku temu. Pierwszym projektem, który skończyłam i dzięki któremu jednocześnie „wsiąkłam” w szydełko, były ocieplacze na dłonie. Przez pewien czas robiłam tylko je, aż wkrótce niemal każda z pań w moim otoczeniu miała komplet. Wtedy jedna z moich przyjaciółek zaszła w ciążę, a ja zaczęłam zastanawiać się nad prezentem dla maluszka. I tak zaczęła się moja miłość do Amigurumi, która trwa do tej pory :).



Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?

Z zawodu jestem plastykiem, z zamiłowania grafikiem komputerowym. Zawsze ceniłam sobie oryginalność, czego moja branża właściwie wymaga. Dlatego, gdy poczułam się już pewniej w szydełkowaniu, zaczęłam nieśmiało tworzyć własne projekty. Moim ulubionym tematem jest postać kobieca, stąd tworzę głównie lalki.

Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?

Osobiście do złapania inspiracji wystarcza mi jakiś nawet najmniejszy element. Moje lalki nie są raczej przeznaczone do zabawy, dlatego mam wolne pole do popisu. Interesuję się rękodziełem, lubię łączyć materiały i media. Przy tworzeniu lalki, staram się wykorzystać jak najwięcej swoich umiejętności. Prywatnie nie jestem raczej bardzo zorganizowaną osobą, ale jeśli o tworzenie chodzi, to zanim przystąpię do dziergania, lubię sobie najpierw narysować moją lalę i dopowiedzieć do niej historię. Jest mi wtedy łatwiej „zaprzyjaźnić” się z projektem. Gdy projekt wizualny jest gotowy, rozpisuję sobie materiały potrzebne do jego skończenia. Jeśli wymaga jakiegoś dodatkowego przygotowania np. wcześniejszego uprania i wyczesania wełny z alpaki, też uwzględniam to w planie działania. Niczego tak nie cierpię, jak nagłego braku włóczki czy wełny w połowie robótki :).



Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?

 Z tym mam problem. Korzystam z innych serwisów jak Etsy czy Amigurumipatterns. Na Ravelry jeszcze nic nie kupowałam właśnie z tego powodu, że cena wzoru rzadko idzie w parze z jakością. Mi osobiście ciężko znaleźć coś co by odpowiadało mojemu gustowi, a jednocześnie nie było ko(s)micznie drogie. Jednak nie mam problemu z zapłaceniem większej sumy, jeśli wzór projektu naprawdę wygląda na staranny i skomplikowany. Dobrym przykładem zarówno jeśli chodzi o cenę, jak i jakość są wg mnie wzory od Lalylala.

Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
Uważam, że nie jest to fair wobec twórcy wzoru. Zwłaszcza, że ktoś kto dzierga powinien zdawać sobie sprawę jak trudno spisać i przygotować taki wzór. To jak z każdą inną rzeczą. Kopiowanie obrazów, gier czy filmów i udostępnianie ich dalej jest przecież nielegalne, więc dlaczego inaczej miałoby być z wzorami?   



Częściej korzystasz z wzorów, czy tworzysz własne projekty?
To zależy. Jeśli wykonuję coś na zamówienie i nie jest to lalka, to wtedy posiłkuję się wzorem lub wzorami. Ze zwierzętami słabiej sobie radzę, niż z postacią ludzką. Jeśli robię coś dla siebie (lub dla osoby która zażyczy sobie fan art wybranej postaci), to jest to zwykle lalka i wtedy tworzę własny projekt.

Czym się kierujesz przy wyborze wzorów?  
 Przy wyborze kieruję się głównie własnym gustem, chyba że mam dokładne wytyczne od klienta. O ostatecznym zakupie decyduje staranność wykonania no i ogólna estetyka Amigurumi. Jeśli wzór spełnia te wymagania, to jestem w stanie przeboleć nawet większą cenę (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku). Cenę wzoru doliczam do rachunku za zamówienie.



Jak często korzystasz z wzorów płatnych lub dostępnych w prasie branżowej?
 Z prasy branżowej nie korzystam wcale, zdecydowanie częściej ze wzorów płatnych. Mam małą biblioteczkę takich wzorów, z których korzystam często. Staram się też regularnie śledzić nowości na ulubionych serwisach. Jeśli jakiś wzór lub jego element przykuje moją uwagę, to wtedy rozpatruję zakup. Średnio zdarza się to raz w miesiącu.
Czy uważasz, że wzory dostępne w Internecie są za drogie?
 Często tak jest. Jeśli wzór wygląda na wart swojej ceny i taki, w który włożono dużo wysiłku, to nie ma problemu. Za jakość trzeba płacić. Gorzej (i tak jest zdecydowanie częściej) jeśli widać, że projekt nie jest skomplikowany, a kosztuje tyle samo co wyżej wymieniony.

Czy próbowałaś kiedyś spisać swój wzór, żeby udostępnić go innym?
Owszem. Jestem nawet w trakcie spisywania pierwszego wzoru na lalkę, nad którą obecnie pracuję. Jest to jednak ciężka praca. Nie można sobie pozwolić na drobne błędy czy niedociągnięcia. Wszystko musi być jak w zegarku, jeśli chce się, żeby ludzie ci za to płacili.

W jaki sposób można zapobiegać bezprawnemu udostępnianiu płatnych wzorów? Co możesz poradzić osobom, które uważają, że wzory są drogie?
Na temat ochrony własności umysłowej napisano już wiele. Myślę, że podstawową kwestią jest uświadomienie ludziom, że ze wzorami jest tak samo jak z filmem czy obrazem. Osoba sprzedająca swój wzór sprzedaje jednocześnie swój autorski pomysł na projekt, a rozpowszechnianie go dalej jest po prostu piractwem.
Co do osób, które uważają, że wzory są zbyt drogie mogę jedynie poradzić, by wybierały je z rozwagą, ewentualnie poczekały aż będą w przecenie. Rozumiem, że kupienie kilku wzorów naraz to spory wydatek, ale gdyby rozłożyć go np. na jeden wzór miesięcznie, to wtedy nie wychodzi tak drogo. Często sporo taniej niż pizza ;). Można również doliczyć cenę wzoru do ostatecznej ceny za maskotkę, jeśli robi się ją na zamówienie. Wtedy wzór się zwraca.

Czy i dlaczego warto kupować wzory?
Osobiście uważam, że warto. Moim pierwszym wzorem jaki kupiłam, był wzór na syrenkę Mici od Lalylala. Rzuciłam się trochę na głęboką wodę, bo jej wzory są dość skomplikowane i pracochłonne, ale to później zaprocentowało. Dużo się nauczyłam. Uważam wzory płatne za dobry sposób na naukę, gdyż ma się pewność (a przynajmniej tak powinno być), że wzór jest spisany bezbłędnie i nie wyprowadzi nas w pole. Osobom dopiero zaczynającym swoją przygodę z szydełkowaniem na początek polecałabym jednak tańsze i mniej skomplikowane wzory, bo łatwo się zniechęcić :).

Dziękuję bardzo Paulinie za odpowiedzi, mam nadzieję, że poznanie jej było dla Was taką samą przyjemnością, jak dla mnie :)




DKN #12 - wywiad z Kamilą z OtuLove, cz. II

Dzisiaj kontynuujemy nasze spotkanie z Kamilą z OtuLove.

Pierwsza część wywiadu: KLIK






5. Jak wygląda proces tworzenia wzoru? Jak długo trwa?
Najczęściej zaczyna się od narysowania, jak to ma wyglądać. Potem w zależności na ile jestem pewna, że sposób wykonania przyniesie oczekiwany efekt, zabieram się od razu za robienie, po drodze notując szczegóły. Dalszy krok to spisanie tego wszystkiego.
Moje wzory póki co są niezbyt skomplikowane, więc piszę je równocześnie po polsku i po angielsku. Następnie poszukuję testerek.
Jak długo to trwa? Trudno powiedzieć – ja robię szybko, piszę trochę dłużej, a same testy zajmują kilka tygodni. Staram się, żeby moje wzory były zrozumiałe nawet dla poczatkujących i głównie kieruję je do polskojęzycznych dziewiarek, bo mam wrażenie, że tych wzorów jest mało.
Pod koniec testowania, sama chwytam za druty i robię jeszcze raz – tym razem wg opisu. Oczywiście nie całość, ale wersję mini. Tylko tyle, żeby sprawdzić wszystkie elementy.
Myślę, że czas od pomysłu do publikacji to nawet 3 miesiące.


6. Ile osób zazwyczaj testuje wzór? Jak długo trwa testowanie?
W moich testach bierze udział średnio 6-8 osób. Jak długo? Zależy co - chusta testowała się miesiąc, czapka 2 tygodnie.

7. Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie wzoru do publikacji – obróbka graficzna, zdjęcia, edycja tekstu?
Ten etap jest dla mnie najgorszy. Największą zmorą jest robienie zdjęć. Nie chodzi o to, że nie umiem, czy nie lubię, bo jakieś pojęcie mam i bardzo lubię fotografować. Problemem jest to, żeby w tym czasie, kiedy ja mam czas i wenę, było odpowiednie światło i do tego osoba, która posłuży za modela. W praktyce wygląda to tak, że albo nie ma czasu, albo pogody, albo nie ma modelki, albo osoba, która ewentualnie mogłaby zrobić te zdjęcia mi, jest nieosiągalna.
Jak uda się zrobić zdjęcia, to ich obróbka to już sama przyjemność (choć wiem, że na tym polu też mam wiele do poprawy). Tekst edytuję na bieżąco, więc ostateczne szlify  i ogólny wygląd wzoru to deser.
Zajmuje to jednak sporo czasu – myślę, że trzeba to liczyć w dniach raczej, niż godzinach.
I nie da się ukryć, że żeby to miało ręce i nogi nie można iść na żywioł – trzeba sobie zaplanować – co, kiedy i do kiedy ma być gotowe. I półśrodki się nie sprawdzą – nawet świetny wzór bez dobrych zdjęć zginie w tłumie. Słabo napisany, raczej nie zachęci do powrotu.



8. Obiektywnie: czy uważasz, że ceny wzorów dostępnych na ravelry są odpowiednie?
Przede wszystkim uważam, że nie ma czegoś takiego jak odpowiednia cena – są po prostu rzeczy, na które nas stać w danej chwili lub nie. Nie tylko w odniesieniu do wzorów.
Dla osób z USA, czy krajów zachodnioeuropejskich,  średni koszt wzoru to mniej więcej cena 1 motka włóczki z niższej półki. W polskich realiach 5-8 dolarów, to czasem równowartość włóczki potrzebnej na cały projekt.  Moim zdaniem, z punktu widzenia nabywcy w polskich warunkach, nie jest to cena niska. Zwłaszcza, że poziom wzorów bywa bardzo różny.
Z drugiej strony – patrząc z punktu widzenia projektanta, poza pomysłem i czasem włożonym na przygotowanie wzoru, dochodzi jeszcze realny koszt jego promocji, czasem np. profesjonalnej edycji technicznej, czy fotografa. Im bardziej dopracowany wzór, tym więcej kosztowało jego opracowanie i tym wyższa powinna być cena.
Czy tak jest? Obawiam się, że nie. W podobnej cenie można kupić zarówno przepięknie opracowane, wzory z cudownymi zdjęciami i opisanym każdym oczkiem, jak i wzory średniej jakości, niejasne i niespójne. 

W Polsce to dopiero raczkuje, ale zagranicą, a zwłaszcza za oceanem dziewiarstwo i cała jego otoczka to ogromny i poważny biznes. A w nim jak w każdej dziedzinie, nie każdy się nadaje, ale każdy może próbować. Rynek zweryfikuje. Wydaje mi się jednak, że tak jak coraz większa jest świadomość społeczeństwa, że rękodzieło to towar luksusowy, a nie tańsza opcja dla sieciówek, że to nie tylko koszt włóczki, ale i czas oraz umiejętności osoby, która je wykonuje kosztują, tak i wzór czy opis jest efektem czyjejś pracy, za którą należy się wynagrodzenie. I pamiętać trzeba, że tak naprawdę to nie płacimy za ich wiedzę czy czas, a za swój. Jak nie chcemy płacić, to trzeba się liczyć z tym, że musimy poświęcić więcej czasu na naukę. Proste J

9. Co sądzisz o kradzieży wzorów – gdy jedna osoba w sposób legalny nabywa Twoją pracę i udostępnia ją za darmo innym?
To jest bardzo trafnie sformułowane pytanie. Gdyby zadać tylko druga jego część, myślę, że łatwiej by było znaleźć uzasadnienie takiego postepowania, jednak początek mówi wszystko.
Mam na myśli tutaj takie jawne udostępnianie płatnych wzorów na forach, blogach i towarzyszące temu przekonanie, że się komuś robi przysługę. Zaskoczyło mnie też, że w niektórych opisach oprócz standardowej klauzuli o prawach autorskich jest uszczegółowienie o udostępnianiu i odsprzedawaniu – czyli co - ktoś kupuje wzór, a potem sam na nim zarabia, sprzedając dalej? To już zupełnie nie mieści się w mojej głowie. Ale przypuszczam, że te zastrzeżenia wskazują, że problem nie jest domniemany.
Tak czy inaczej uważam, że takie postepowanie jest nie fair.
Inna kwestia, to kupno wzoru na spółkę np. z mamą – bo obu nam się podoba i obie chcemy go zrobić, albo kiedy np. autorka wzoru organizuje promocję i można sobie pobrać bezpłatnie jeden wzór z jej kolekcji, wówczas każda z nas pobiera inny i się dzielimy (między sobą). Tak jak książki - też nie kupujemy dwóch, tylko sobie pożyczmy.

Jeśli kogoś naprawdę nie stać, to też można znaleźć sposób.
Na Ravelry jak i w innych miejscach jak Knotions, czy Garnstudio, jest mnóstwo wzorów bezpłatnych – nawet w polskiej wersji. Poza tym autorzy wzorów płatnych organizują promocje, KAL-e (zabawy we wspólne robienie), współpracują z producentami włóczek, dzięki czemu ich wzory są darmowe, czy proponują zniżki za zakupy w pakiecie. Warto więc obserwować ulubionych projektantów, żeby nie przegapić takich atrakcji. Jest jeszcze jeden sposób, z którego przyznaję, bardzo często korzystam - podglądanie projektów wykonanych wg danego wzoru na Ravelry.  Wiele osób wrzuca zdjęcia w trakcie pracy – i czasem można zobaczyć, jak dana rzecz jest wykonana – a inspirowanie się jest przecież legalne.

Podsumowując – choć dziergam praktycznie codziennie, do trzydziestu z hakiem lat, z różnych włóczek, nie zawsze wg wzoru, nie zawsze to, na co mam ochotę, choć dziś kupienie fajnego wzoru, czy luksusowej włóczki nie wymaga już wielkich wyrzeczeń – dalej jest jak święto. Zwłaszcza jak znam bliżej (lub nawet osobiście) autorkę, wcześniej widzę zajawki, czekam na publikację, zobaczę gotowe projekty lub kiedy wreszcie znajdę idealny wzór dla tej cudownej wełny, która czeka w pudełku na swoją kolej. Wtedy moment kupienia wzoru, jest jak prezent, a dzierganie jak jego rozpakowywanie. Podobnie jak się czeka na premierę książki ulubionego autora, zamawia ją w przedsprzedaży, czeka na przesyłkę, a potem przygotowuje specjalną oprawę (kocyk, herbatka, te sprawy) i z lubością zagłębia w lekturze, a inne książki pożycza z biblioteki i czyta w autobusie jadąc do pracy.


Dziękuję bardzo Dominice, że zechciała się z nami podzielić swoimi przemyśleniami. I mocno trzymam kciuki za jej projektowe początki ;)



DKN#11 - wywiad z Kamilą z OtuLove


Dzisiaj zapraszam Was na spotkanie z Kamilą z OtuLove. Już sama nie pamiętam, jak do niej trafiłam, ale obstawiam, że po raz kolejny to sprawka akcji Maknety - Wspólne czytanie i dzierganie. 

Kamila jest na początku swojej projektowej kariery (popraw mnie jeśli się mylę...), ale tym bardziej warto poznać jej spojrzenie na sprawę udostępniania bezprawnie wzorów. A właśnie! Jeśli chcecie wzór na cudną chustę jej autorstwa, koniecznie zapiszcie się na  newsletter OtuLove! 
Kamila na swoim blogu, oprócz prezentacji udziergów, dzieli się również trochę swoim życiem prywatnym, postanowieniami i planami. Ale także udziela wielu rad, jak chociażby, w jaki sposób się poruszać po Ravelry. Podobnie, jak wiele z nas, marzy, aby móc się utrzymywać ze swojej pasji i mocno trzymam kciuki, żeby to marzenie stało się rzeczywistością.
A teraz już, zapraszam Was do czytania :)

Wszystkie zdjęcia we wpisie należą do Kamili Wojciechowskiej.

1. Jak długo dziergasz? Od czego się zaczęło?
Dziergam od wczesnego dzieciństwa - podpatrywałam babcię. Najpierw była nieudana próba zaprzyjaźnienia się z szydełkiem, a potem z drutami – tu pełen sukces. Już jako kilkuletnia dziewczynka próbowałam robić coś sensownego, choć sens często ujawniał się dopiero po skończeniu pracy (np. czapka dla lalki powstała, gdy nie umiejąc zamykać oczek, po prostu przeciągnęłam przez nie nitkę). Odkrywanie ściegów, tajniki konstrukcji - tego uczyłam się metodą prób i błędów. Kiedy przyszły zajęcia ZP-T, robiłam już na tyle pewnie, że nie musiałam nawet patrzeć. Pomagałam koleżankom.
Więcej o swoich początkach napisałam tutaj http://otulove.pl/2017/03/sie-zaczelo-drutach-dziecka.html



2. Kiedy przestało Ci wystarczać odtwarzanie pomysłów i zaczęłaś tworzyć własne wzory?
U mnie to było trochę w innej kolejności – ja najpierw wymyślałam sama - mieszałam oczka prawe, lewe w różnych układach, sama „wymyśliłam” warkocze. Sama wykombinowałam jak zrobić okrągły dekolt czy główki rękawów, bo model który pokazała mi babcia - łódka i proste rękawy mi się strasznie nie podobał. Ponieważ nie cierpiałam zszywania przez co sweter albo lądował na dnie szafy w kawałkach, albo efekt tego szycia psuł cały efekt i lądował w szafie w całości, wymyśliłam jak wyrabiać rękawy od główki. Ponieważ nie umiałam ocenić, czy ilość włóczki jest wystarczająca wpadłam na pomysł robienia od góry, potem bezszwowo. Ponieważ okropnie mnie nudziła monotonia, prawie każdy sweter miał jakieś „bajery”.
Pierwszy wzór odkryłam w zagranicznej gazecie, które przysyłała nam ciocia po kilku latach eksperymentów, ale opis niestety był w innym języku. Był też dołączony schemat, z którego próbowałam korzystać nie znając ani nazw oczek, ani tym bardziej opisu symboli. W sumie odrabiałam ze zdjęcia, próbując dopasować to, co mi wychodziło, do schematu. Potem pojawiły się też gazetki po polsku np. Sandra, z których nie wychodziło mi dosłownie nic (do dziś nie wiem, kto przeliczał te opisy). Coś tam podpatrywałam, jakiś ścieg, motyw i dalej robiłam po swojemu.
Przełom pojawił się dopiero, gdy odkryłam Ravelry i inne strony robótkowe. Wielu rzeczy zwyczajnie nie potrafiłam odtworzyć. Wtedy po raz pierwszy sięgnęłam po gotowe wzory. Bezpłatne – bo w czasach studenckich kilka dolców, to był majątek. Mimo to, bardzo rzadko korzystałam z nich w całości. Wybierałam to, co mnie interesowało, a resztę … wiadomo.
Tak szczerze mówiąc, to po raz pierwszy zrobiłam coś od początku do końca dopiero wtedy, kiedy testowałam wzór. I dopiero wtedy zauważyłam jakim to jest dobrodziejstwem, że nie trzeba się martwić gdzie dodać, odjąć i nawet jeśli wydaje mi się, że nie będzie to dobrze wyglądać, to ładnie się wszystko układa. Po kilkunastu latach!!!



3. Kiedy pojawił się pomysł, żeby zacząć się dzielić wzorami? Kiedy stwierdziłaś, że można je sprzedawać?
Pomysł, żeby się dzielić miałam już dawno – problemem było to, że ani nie za bardzo wiedziałam jak się za to zabrać, ani też specjalnie mi się nie chciało. Miałam mało czasu wolnego, więc wolałam sobie podziergać. Choć nie raz zdarzyło się, że objaśniałam znajomym i nieznajomym, jak daną rzecz zrobiłam. Żeby jednak to zrobić tak na poważnie – napisać i opublikować wzór?
Nie… o tym nie myślałam.
Po pierwszym teście, kiedy dowiedziałam się, że autorka wzoru dzierga dopiero chwilę, a wzór to jej bodajże drugi w życiu i to taki skomplikowany, pomyślałam – kurczę – to może ja tez spróbuję?
A że akurat robiłam ponczosweter (http://otulove.pl/2016/01/ponczosweter-bez-swetra-2.html ), to spisywałam wszystko w trakcie pracy. Wzór jest praktycznie gotowy – ale światła dziennego do dziś nie ujrzał.
Kamieniem milowym była zabawa – wyzwanie, organizowana przez przesympatyczną projektantkę Arohaknits, w odkrywanie swojej kreatywności. 5 dni i 5 zadań, a efektem był szkic wzoru.
Nie taki diabeł straszny, pomyślałam.

Kropką nad i było to, że w tej zabawie wygrałam jej kurs projektowania wzorów.
No to spróbowałam – mam dopiero kilka wzorów na koncie – większość jest prosta i dostępna bezpłatnie, bo traktuję je jako wprawkę, rozpoznanie czy się spodobają, czy mi się nie znudzi ich tworzenie. Wszystkie mają dobre opinie, więc kto wie…
Mój pierwszy wzór – na chustę – jest prezentem powitalnym przy zapisie do listy czytelników. http://tiny.pl/gf6zs


4. Skąd bierzesz pomysły na nowe projekty? Jak wygląda proces samego wymyślania?
Pomysłów mam mnóstwo. Skąd się biorą? Tak jak na samym początku – gdzieś zobaczę fajny ścieg, innego razu zauważę fajny kształt, połączenie kolorów.
Największą kopalnią inspiracji jest dla mnie Pinterest (tu mój profil http://pinterest.com//wojkam5 ) – mam tam tablice ze ściegami, z ciekawymi pomysłami.
Kiedy coś konkretnego mi wpadnie do głowy, zapisuję sobie w zeszycie, jak ma wyglądać, jakie nitki ściegi itp. Problem w tym, że pomysł to chwila, a realizacja… to już inna kwestia.

Lubię tez czerpać z doświadczenia innych – np. podoba mi się konstrukcja chusty od jednej projektantki, inna miała fajny pomysł na połączenie różnych technik, a w koszyku mam piękną włóczkę, która by świetnie wyglądała w danym ściegu. Robię więc podobny kształt, dobieram swoje ściegi i mieszam kolory.
Bo patrząc na moje prace, nietrudno zgadnąć że mieszanie kolorów to to, co lubię najbardziej

To pierwsza część wywiadu, na kolejną zapraszam już jutro :)

P.S. Hasłem całej akcji powinno być: "Trochę się rozpisałam"^^. Ale to bardzo dobrze! :)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Yarn Along

Obserwatorzy